Maroko 2017b część 9

Salam alejkum Czytacze i Podglądacze czyli Pokój z Wami Czytacze i Podglądacze,

Zagora, Zagora i już po Zagorze. Spędziłem tam całkiem miłe 3 dni. Dochodziłem do siebie, po jeździe 80 km pod wiatr i do tego pod górkę. A dołożyłem sobie dnia następnego, łażąc po miasteczku bez zabezpieczenia wiatrowego. No i się doigrałem. Zmogło mnie tak, że ciężko się było z wyrka ruszyć. Ale już jest chyba w miarę OK i ruszyłem dalej.

Zagora miasto przelotowe na trasie Marrakesz - pustynia (babki piaskowe itp.) Mhamid. Byłem tu już kiedyś, chyba w 2012 roku, kiedy przypedałowałem z Marrakeszu właśnie do Mhamid. Powiedziałem sobie, że kiedyś przejadę drogą z Zagory do Foum Zgid.

Łażąc przez kilka dni po niewielkim miasteczku, poznałem wszystkie jego zakamarki. Co ciekawe, oczywiści, byłem nagabywany przez Lokalsów do zakupu w sklepie ich rodziny, do skorzystania z cameli na wydmy, do wielu innych atrakcji. Ale, za każdym razem, jak grzecznie im mówiłem, że ja Was moi drodzy znam, ja tu w Zagora jestm nie pierwszy raz, a w Maroko już piąty, że przejechałem rowerem od Agadiru do Dahkli, to jakby nabierali respektu. Zwłaszcza działało rower - Agadir - Dahkla. Po tym haśle, był słyszany odgłos lekkiego podziwu i rzucane w moją stronę uśmiechy i szacunek. Nauczyłem się wykorzystywać dokładnie to, że rower, Agadir, Dahkla i już 5 razy tu jestem. Oni wiedzą, że nie dam się złapać na sztuczki z herbatką, zaproszeniem do sklepu, żeby tylko popatrzeć itp. Jeden ze sprzedawców chciał mnie złapać na stary banknot z Karolkiem Świerczewskim. Tym samym, co to się ponoć kulom nie kłaniał i co to stał dumnie w Przemyślu tam, gdzie teraz stoi, a w zasadzie siedzi Karol (nomen omen) Wojdyła. A my tego od kul, grzecznie w ogólniaku będąc, myli i pucowali (bo gołębie go osrały, całą przyjaźń w dupie miały, pomnik stoi tak jak stał, tylko innych zapach miał). Grzecznie mu powiedziałem, że to stary banknot i nie jest nic już warty. Dałem mu dyszkę polskich złotych, bo akurat miałem. Od tamtej pory mijałem go wymieniając za każdym razem uśmiechy. Któregoś dnia, jego kumpel, widząc że rozmawiam z turystami z Polski i Niemiec, poprosił abym ich przyprowadził do jego sklepu, za co on mi odpali działkę, jak coś kupią. Na własnej skórze dowiedziałem się, jak działa system naganiaczy w takich miejscach, gdzie są turyści. A z drugiej strony, zostałem potraktowany przez Marokańczyków jak swój. Też miłe.

Zakupy robiłem głównie w bocznych uliczkach i sklepach przeznaczonych w zasadzie tylko dla mieszkańców Zagory. Turyści raczej się tam nie zapuszczają. A ja co miałem robić przez 3 dni dochodzenia do siebie? No łaziłem po wszystkich dziurach. Następna sytuacja jak mnie jakiś dzieciak poprosił mówiąc: Monsieur, one dirham. No to ja mu odpowiedziałem, My friend, give me one dirham i wyciągam do niego otwartą dłoń. Dzieciak zgłupiał. No bo jak to tak, żeby turysta z Europy albo z Ameryki chciał od niego pieniądze. A dodatkowo koledzy go obśmiali. I to jest jeden ze sposobów na namolne dzieciaki wyłudzające pieniążki od turystów. Testowałem to już wiele razy i za każdym działa tak samo.

Wyjazd z Zagory, pamiątkowa fotka przy obrazki ile dni karawaną do Timbuktu i jazda w otchłań piekielną. I było fajnie przez 15 kilometrów. A potem, znowu wiatr w morę. I tak do końca dnia, przez bite 7 godzin i 65 km. Miałem już serdecznie dość takiej jazdy. Owszem, droga fajna, spokojna, bez kierowców, pomijając jedynie kampery turystów głównie z Francji i Niemiec. Ale tek pieprzony wiatr ... Do Zagory w mordę wiatr, z Zagory w mordę wiatr. Ech. No ale wiedziałem na co się porywam. Sprawdziłem prognozę pogody i wiedziałem, że będzie wiało. Nie przypuszczałem tylko, że będzie jeszcze gorzej, niż kilka dni wcześniej. Ale udało się. Zrobiłem znowu 80 km. I nie żałowałem. Noc i rozgwieżdżone niebo. Jedyne w swoim rodzaju. No, może w moich ukochanych Bieszczadach jest podobne. Łysy na szczęście wschodził gdzieś po  2 w nocy, więc było ciemno w miarę.

A rano? Znowu nie udało mi się zagiąć czasoprzestrzeni i wyruszyłem po ponad 3 godzinach od obudzenia się. Ale co tam, w końcu nigdzie się nie śpieszę. Samolot mam za jakiś czas, zawsze mogę go przełożyć na później. Trzeba żyć chwilą, łapać dobre fluidy, żyć ze sobą w zgodzie. To jest najważniejsze, a nie tych kilka minut.

Odwiedził mnie mój jedno-nocny sąsiad jak się okazało. Zauważył, że biwakuję i wpadł na pogawędkę. Poczęstowałem go PRZEMYŚLaną KAWĄ, ale posmakował i stwierdził, że bez cukru pić się jej nie da. No tak, oni tu wrzucają do 100 ml herbaty albo kawy jakieś pół kilograma czystego cukru. Brrrrrrr. Jakbym wypił jakiś lukier chyba. Nie, kawa i cukier? W życiu. Kawa najlepiej smakuje espresso i bez żadnych dodatków. No chyba, że jest to napój kawo podobny, typu 3in1 (coś co udaje kawę, coś co udaje mleko i coś co nie udaje cukru).

Ruszyłem po 11 w drogę a w zasadzie przed siebie. Nie miałem pojęcia, czy pojadę na krzyżówce w prawo w kierunku Warzazat, czy w lewo, do Foum Zgid. Dojechałem i skręciłem w lewo. Wyjeżdżając z przydrożnej wioski, 2 młodzików macha do mnie i mówi, że chcą sobie ze mnę zrobić selfie. Gwiazdą być tu zaczynam :))))))) A potem, szybciutko, otrzymałem te fotki przez Facebooka. Kurcze, Facebook działa wszędzie i jest, jak się okazuje fantastycznym medium i komunikatorem. Cały świat z niego korzysta, a Wujek Sam, ma nad wszystkim kontrolę. Orwell się zaczyna kłaniać lub nasz rodzimy Lem. Chociaż Lem urodził się we Lwowie i pewnie miał w dowodzie napisane: urodzony w ZSRR.

Dojechałem do znajomego przesmyku między skałami i wpadłem na rondo w Foum Zgid, a potem do znanego hotelu z najszybszym chyba Internetem w Maroku (100 MB w dwie strony - sprawdzone nawet na speedteście do Polski). Byłem w tym hoteliku w 2015 roku. Nawet zachowała się na ścianie moja nalepka Grupy Rowerowej GLOB. Przykleiłem kolejną i dostałem jako, że jestem stałym klientem zniżkę i pokój z ciepłą wodą i szybkim Internetem.

Poczytałem sobie te Internety i się dowiedziałem, że w Polsce się rewolucja porobiła. I nowy rząd odwołał Zimę.

Do Ewy: Ewa, trzeba pisać pod drzewkiem oliwnym raz na jakiś czas, no i mieć albo tableta albo kompa, żeby mieć na czym pisać :)