Ruszyliśmy w drogę z kopyta

Witam Czytelniku,

Zatem ruszyliśmy w drogę z kopyta i przejechaliśmy do tej pory przez kilka dni uwaga ... 250 km.
Teren wymagający, a to w morde wind, a to pod górkę, a to problemy natury samopoczucia, praca zdalna lub co tam chcecie ...
A tak po prawdzie, to po prostu nam sie za bardzo nie chce jechać.
Wiem, wiem, zarazm mi ktoś powie, że nie ma co, tylko dupe w troki i jazda do przodu. Owszem, do przodu, ale dlaczego dupą w trokach?
Troki, to taka fajna miejscowośc teraz na Litwie, gdzie wszyscy rozumieja język polski, ale nikt, oprócz przewodników), w nim gadac nie chce.
Ale wrócmy tu, do Maroka do kraju, który pokochałem, do miejsc, które uwielbiam, do tych wspaniałych, uśmiechniętych ludzi, których cały czas spotykam na swej drodze. Jeszcze ani razu, a było tych spotkań całe mnóstwo przez 4 wyprawy, nie spotkałem się z niechęcią czy obcesowością.
Dojechalismy kilka dni temu do Taourirt, ale wcześniej przejazd przez Berkane i piękną drogą do Taforalt.
Podjazd był wy... w kosmos. Miejscami chyba i 25% podjazdu, ale daliśmy radę. Nocka na punkcie widokowym z panoramą na dolinę pomozoną 800m poniżej. Takiej wyjebki dawno nie dostałem, ale po zrzuceniu zbędnego balastu z cielska, wleciałem na ten punkt, niczym muszka owocówka lub koliberek. Druga Część wycieczki, nieco się wymęczyła, ale także dała rade z czego była bardzo dumna. Ja zresztą także.



Przez pół nocy przyświecałnam Łysy, prawie w pełni. Poranek był jeszcze wspanialszy. Spotkaliśmy przy końcu podjazdu kilku Marokańczyków na szosach. Jeden z nich zaprosiła nas na śniadanie. Jajecznica, kawa (oczywiście nie tak smaczna jak ta w fb: @miejscekawaizabawa), ale także wysmienita, chlebki z kaszy chyba kuskus, no i olia z oliwek. Wymarzone śniadanko dla rowerzysty.





Potem jeszcze jakies 2 km w górę i osiągnięta wysokość ponad 800 m npm.
Zjazd takę był przepyszny, a widoki takie, jak śniadanie - wyśmienite.
Dojazd do Taourirt zajał kilka godzin. Tym razem, co niezmiernie rzadko zdarza się rowerzystom, wiatr wiał w dupsko. Rozwijana predkość to niejednokrotnie na prostej ponad 40 km/h.
W Taourirt spędzony nastepny dzionek i nocka. Miejscowość w zasadzie nowa, ma jakieś 150 wiosen, założona przez okupantów francuskich pod koniec 19 wieku, a takprzynajmniej zeznawał sklepikarz, u którego zaopatrzyliśmy się w przepiekne kiecki. Agata nabyła turkusową dżelabę a ja długiego dżedaja (od Gwiezdnych wojen - moje nazewnictwo), czyli abaję. Okazało się, że w tej części Maroka, targowanie nie jest wymagane. Nie ma tu turystów, wiec nie ma co kombinować. Cene oczywiście otrzymaliśmy niższą niż wywieszone. Przy probie targu, sklepikarz jasno dał do zrozumienia, że nie opuści. Potem wyjaśnił dlaczego i jak się kupuje w tej części jego kraju.
Znając zwyczaje i podejście do handlu, wiedziałem, że jest granica targowania. To widać po rozmowie, po gestach, po oczach, po mowie ciała.
Paczka wysłana do Tangeru na poste restante. Zobaczymy, czy dojdzie i czy ja znajdziemy. Przesyłka do Polski miała kosztować więcej niż same zakupy, wiec Agata wymyśliła prostszy i tańszy sposób na niewożenie zakupów.
Pan ze sklepu, kiedy dowiedział się, że jestesmy z Polski, przyznał się, że na tutejszym uniwersytecie wykładał matematyke profesor z Polski i że on był jego studentem.
Okazuje sie, że Polacy sa wszędzie.
A teraz siedzimy sobie w kawiarni w Debdou, piszemy co mamy do napisania, a w TV leci meczyk Borusji z AC Monaco. No i Borusja dostaje juz 2:0 w dupę. A Lewandowski w Bayernie ...
Narodowym sportem wszystkich, bez wyjątku, mężczyzn w Maroku, jest granie w piłke nożną w kawiarniach przed telewizorem.
Kiedyś były to telewizory z wielkim kineskopem, a teraz to płaskie LCDki.



  



Napisane przez : Grzegorz Baltazar Kajdrowicz